4495
40

Chudy na wsi cz. 1

...więc poszedłem prosto do Agnieszki. Zapukałem w masywne, drewniane drzwi jej starego i w większości jeszcze wciąż drewnianego, domu. Otworzyła mi jej matka. Poznała mnie i zmieszana krzyknęła w głąb domu:
- Agnieszka, do ciebie... - zniknęła
Stałem czekając. Co miałem robić? Powód jej zmieszania aż nadto oczywisty - świeże limo pod okiem. Opuszczony kosmyk włosów nadaremnie próbował zasłaniać sinola. Pobił ją?
Rozmyślania przerwała mi Agniecha, która jak bomba wpadła do sieni.
- Janek? Przyjechałeś? Kiedy? Super, że jesteś! - trajkotała - Zachodź, no chodź. Co u Ciebie? Długo zostaniesz?
Nie przestając mówić prowadziła mnie przez dom do swojego pokoiku klitki. W kuchni jej matka stojąca tyłem przy zlewie. Na łóżku ojciec rozkrzyżowany w betach. Chrapał jak parowóz.
Dom był mały i budowany w starym stylu z przechodnimi pokojami. Wielka kuchnia z łóżkiem i pokój mały dla tzw. gości odświętnie urządzony. Rzadko używany. Widać było, że jak to na wsi, całe życie skupia się w kuchni, a pokój od wielkiego dzwonu. No i mały pokoik na końcu, który teraz zamieszkiwała Agnieszka. Mały regalik, wersalka, okno, kawałek podłogi z małym dywanikiem. Ot i wszystko.
- Może herbatę ci zrobić, albo kawę? Głodny jesteś? Ale fajnie, że przyjechałeś! U nas na wsi takie nudy. Żenisz się?
Nie wiedziałem jak na raz odpowiedzieć na te wszystkie pytania, więc rzuciłem co miałem na wierzchu:
- Ja żenię? W życiu!
Widząc, że Agnieszka chyba nie bardzo jest zainteresowana odpowiedziami, a nastawia się na dalszą gaduchę, rzuciłem:
- Herbaty bym się napił.
- Już robię, lubisz czarną, czy zieloną? Mam też winko swojej roboty schowane przed ojcem, chcesz?
- Nie dzięki, wiesz że raczej nie piję - odpowiedziałem dziwiąc się w duchu, że mają tu zieloną herbatę
- Wiem, wiem. Jesteś miastowy goguś!
Pobiegła do kuchni.
Wyraźnie cieszyło ją moje przybycie. Miło mi było zostać tak serdecznie przyjętym. Nie była na to przygotowana. Miała na sobie jakiegoś wypłowiałego t-shirta i spraną spódniczkę raczej mini. Jej chude, ale jak u każdej wiejskiej dziewczyny, opalone nogi sterczały spod tej spódnicy jak patyki. Gdy wróciła do mnie miała na sobie już inną koszulkę i inną spódniczkę. Ale też mini!
- Przepraszam, nie byłam przygotowana, ale nie miałam pojęcia, że przyjedziesz - mówiła wnosząc tacę z dwoma szklankami parującej herbaty i cukiernicą - więc nie żenisz się?
- Jakbym śmiał, przecież to ty jesteś pierwszą na mej liście odpowiednich partii! - zażartowałem
- Głuptas! - machnęła ręką, ale widać, że jej schlebiłem i chyba dobrze się poczuła - Czym by cię tu jeszcze poczęstować? No napij się ze mną tego winka! Nic więcej nie mam, a chowam przed ojcem. Zaraz by mi wychlał!
- Dalej się awanturuje? - zapytałem siląc się na delikatność
Machnęła tylko ręką, niby to lekceważąco, niby to... nie wiem jak...
- Dobra. Dawaj to wino! - zatarłem ręce niby to z ochoty, ale raczej chciałem zatrzeć wrażenie po dość niedelikatnym pytaniu i zrobić przyjemność Agnieszce.
- Lecę po szklanki.
Znów wypadła jak bomba. Po chwili wróciła niosąc dwie szklanki. Postawiła na tacy. Obróciła się do regału, klęknęła na podłodze i sięgnęła głęboko ręką. Przez chwilę szperała próbując wyciągnąć.
- O kurde, ale głęboko schowałam... - sapnęła ponawiając próbę.
Wypięła się do mnie całym swym chudym tyłkiem, ale drgnęła gdy powiedziałem:
- To teraz na wsi się czerwone stringi nosi?
Zasłoniła sobie wolną ręką wypięty na cały pokój tyłek.
- A ty gdzie patrzysz! Lepiej byś pomógł!
Uklęknąłem obok niej schylając się i sięgając ręką pod szafę.
- Co mam robić?
- Zaraz, zaraz... - szepnęła skupiona na wyciąganiu czegoś.
Odchyliłem się aby widzieć ją od tyłu. Zamiast zasłaniać pupę, drugą ręką podparła się o brzeg regału. Chyba nie mogła dosięgnąć.
- O mam, mam - szepnęła radośnie.
Jednak mogła! Powoli wyciągała, ja zaś nie mając nic do roboty oglądałem jej wciąż wypięty tyłek z paskiem stringów między pośladkami.
- Z bliska, to nie jest wcale taka chuda! - palnąłem
- Janek! - prawie krzyknęła widząc, że patrzę na jej pupę - już od lat nie bawimy się w doktora!
Niby się złościła, ale chyba było jej przyjemnie. Pewnie wspomniała, jak to w dzieciństwie gdy przyjeżdżałem na wieś do dziadków, pokazywaliśmy sobie na wzajem co tam każdy skrywa między nogami... Pierwszy raz wtedy widziałem babską... No wiecie... Piękny czas!
Wstała z klęczek trzymając lekko zakurzoną butelkę po CINCIN. W środku był dość klarowny, czerwonawy płyn. Agnieszka poprawiła sobie majtki przy okazji obciągając, czy może raczej otrzepując spódniczkę. Odkręciła korek i nalała do szklanek płyn wypełniając je do połowy.
- Za twój przyjazd! - wzniosła toast i szklanę
- Za przyjazd!
Pociągnąłem pokaźny łyk. Przełknąłem. I to był błąd. Z tym pokaźnym łykiem! Zagotowało mi się w gardle i odebrało oddech. Gały mi wierzch wyszły i aż mną wstrząsnęło. Prawie się zakrztusiłem.
- Mocne! - powiedziałem krzywiąc się niemiłosiernie.
- Ach ty mój gogusiu... spirytusem zaprawiane żeby moc miało. Dobre prawda?
Co było gadać? Nieopatrznie przytaknąłem. Ona w reakcji na mój jakby entuzjazm jeszcze dolała. Z grzeczności znów próbowałem wypić. Naprawdę próbowałem! Ale się nie dało! Naprawdę! Piekielna mikstura. Jakaś mieszanina porzeczek w szatańskiej polewce. Alboć coś podobnego, równie diabelskiego. Agnieszce jednak to chyba zupełnie nie przeszkadzało, gdyż już miała puściuteńką szklankę i kurwiki w oczach. Zapytałem się o matkę. Ona tylko machnęła ręką:
- Ojciec się awanturuje - wyjaśniła - uspokaja się jedynie jak popije, albo jak mu się dupy da.
- Oj, to widzę, po staremu - powiedziałem bez uśmiechu
- No! Jak mnie nie ma, to zaraz matka obrywa. Tylko ja go potrafię po pijaku uspokoić.
Nie pytałem jak go uspokaja, a ona kontynuowała:
- Siedzę więc w domu i się nudzę. Dobrze, że jesteś! Zawsze to jakaś odmiana i jest z kim pogadać.
Tacy z herbatą i "winkiem" nie było gdzie postawić więc taca "stanęła" na podłodze. Zjechałem tyłkiem z wersalki na dywanik żeby osłodzić napar. Agnieszce też chyba było wygodniej na podłodze. Siadła gościnnie i oparła się plecami o regał naprzeciwko mnie. "Gościnnie" czyli nie dbając o łączenie ud!
"Fajnie tu na wsi!" - pomyślałem i nawet nie próbowałem udawać, że nie patrzę między jej nogi na czerwone stringi. Zrobiło się całkiem miło. Nie wiem czy z powodu gościnnej atmosfery, czy z powodu drobnego szmerku, który pojawił się w mojej głowie. Jej chyba też, bo uśmiechała się do mnie pełną gębą i trajkotała po swojemu. Słuchałem, a raczej patrzyłem bo wciąż nie łączyła kolan:
- U nas na wsi nic się nie dzieje niezwykłego, wszystko po staremu. Na ostatniej zabawie chłopaki się tak pobili, że aż policja przyjechała. Zjeżdża się tu hołota ze wszystkich stron. Dwóch Fabiańskich z Wólki. Tych, co to wiesz, podejrzewają o samochody! Ale to na pewno nie prawda. I ten Wielogórski z Kolonii, którego ojciec pieczarkarnię założył! Ten to dopiero ma kasy! A jaki wymagający!
Nie wiedziałem jakie wymagania miał Wielogórski z Kolonii, czy Fabiańscy z Wólki i, mówiąc szczerze, nie bardzo mnie to obchodziło. Powoli się wyłączałem, gdyż ta trajkotała i trajkotała. Zdołałem z tego wszystkiego jedynie wyrozumieć, że chyba zainteresowana była ową "hołotą" bo potrafiła opisać dokładnie każdego chłopaka z osobna i opowiedzieć o każdym jakąś pikantniejszą historyjkę.
- ... i tę Kaśkę wszyscy widzieli, a jakże! Za remizą stali! Jeden Fabiański grzmocił ją od tyłu, a drugi, jego brat, ten co wiesz, a zresztą... właśnie wyjmował ze spodni sprzęt. Żeby jej wsadzić w buzię! Mówię ci, cała wieś o tym się dowiedziała! W buzię!!! Mówię ci jaki wstyd! Nakręcili ich komórką! Ale było śmiechu... Przecież wiadomo - żadna nie bierze do buzi, bo to wstyd!
Wzmianka o wyjmowaniu ze spodni "sprzętu", braniu do wstydliwej buzi i grzmoceniu od tyłu mi się podobała. A jakże! Wzrok wciąż uciekał mi między jej nogi. Więc dla niepoznaki wziąłem szklankę aby upić trochę "winka". Jednak Agnieszka oczywiście zauważyła moje manewry i zapytała prostolinijnie:
- Janek co ty mi tu tak zaglądasz? Poruchać chcesz?
Zachłysnąłem się straszliwie "winkiem". Po raz drugi! Próbowałem coś powiedzieć, ale tylko pogarszałem sprawę wciąż się krztusząc. Agniecha ze śmiechem zerwała się z podłogi i grzmotnęła mnie pięścią po plecach. Żeby się odetkało! Jeszcze jedno takie grzmotnięcie i bym się zatkał na wieki! Powoli jednak zacząłem łapać oddech. Wciąż czułem, że się mocno rumienię. Oczywiście ta od razu nie omieszkała skomentować:
- Ty! Co to za burak? Jak se chcesz poruchać to mów, a nie czerwienisz się jak dziewica! No chcesz? Bo się rozmyślę! - zagroziła
Wciąż trzymałem szklankę w ręku i chyba miałem głupią minę. Nic mądrego, a tym bardziej dowcipnego nie przyszło mi do głowy. Nie wiedziałem czy to gra, czy nie gra... Jak się zachować?
Ona chyba wiedziała jak się zachować. Wstała, obiema rękami zsunęła majtki aż na kostki. Wylazła z nich przydepnąwszy najpierw jedną, a potem drugą nogą. Zadarła spódniczkę pokazując swą niezbyt pełną dupę i wyczekująco oparła się o półkę regału. Wypięła zachęcająco tyłek.
Myślałem, że się znowu zakrztuszę, ale całe szczęście nie miałem już czym! "Winko" poleciało. Trochę na podłogę, trochę do brzucha. Wciąż siedząc patrzyłem z dołu jak szeroko stoi. Patrzyłem na jej owłosioną cipę. Patrzyłem na różowe wargi sromowe.
- Widzę, że trochę wydoroślałaś od naszej ostatniej zabawy... - wciąż nie wiedziałem jak się zachować
- Wtedy mi tylko palca wsadzałeś - zakołysała biodrami i jeszcze bardziej wypięła pupę - Chcesz popatrzeć? - cicho i przymilnie przymrużyła oczy
Czy może być głupsze pytanie? Kto by nie chciał???
I na dodatek wsadziła palec w buzię i zaczęła go ssać!

Stanął mi jak dwumasztowiec i sam nie wiedziałem jak mam się zachować: czy ukrywać wzwód, czy go eksponować?
Ona zaś wyprostowała się jednocześnie obracając się do mnie przodem. Spódniczka zasłaniałaby widok, ale całe szczęście siedziałem na podłodze i mogłem podglądać od dołu! Jej zarośnięty trójkąt czerniał powyżej łączących się nóg. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Agnieszce chyba się to podobało. Postąpiła kroczek w moją stronę. Więcej się nie dało, gdyż "pokój" był wielkości windy. Stała prawie na mnie.
- Czy pan doktor chce zbadać Agniesię? - zapytała tym samym "kurewskim", czy może filmowym tonem i odstawiając nogę od nogi stanęła w rozkroku lekko uginając kolana.
Mówiąc szczerze miałem w dupie jaki to był ton, jednak nie miałem w dupie, że wywierał on na mnie wpływ. Jeszcze większy wpływ wywierał na mnie widok uśmiechającej się do mnie w rozkroku pipy. Zastanowiłem się, czy może mi bardziej stanąć, ale chyba mógł! Mógł bo czułem, że za chwilę mi armata eksploduje.
Ale nie eksplodowała, bo z kuchni zaczęły dochodzić podniesione i wzburzone głosy. Słychać było głęboki bas i kobiecy podniesiony głos.
Agnieszka zastygła. Chwilę nasłuchiwała. Chyba podjęła jakąś decyzję, gdyż jednym susem dopadła do drzwi i tyle ją widziałem. "Kurwa mać! Po ruchanku!" - pomyślałem ze złością! Czy tylko ja mam takiego pecha?! Rozejrzałem się bezradnie. Na podłodze leżały czerwone stringi. Obok tacy. Odruchowo zabrałem je stamtąd. Sam się przed sobą zawstydziłem, że je powąchałem. Pachniały babską cipką! No bo czym miały pachnieć? Siadając na wersalce włożyłem je pod poduszkę. Chciałem je jeszcze raz powąchać, ale tym razem się powstrzymałem. Jakoś wstyd mi było. Ale kogo? Nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Przecież byłem sam! Siedziałem i słuchałem powoli opadających w kuchni emocji. W końcu do mych uszu doszło miarowe i głuche łup, łup, łup...
"Pukają się!" - znów pomyślałem i zastanawiałem się czy na łóżku, czy na stole, czy może oparci o kredens kuchenny... Usłyszałem powolne kroki i matowa szyba w drzwiach pokoiku obwieściła zbliżającą się postać. "Jakoś powoli idzie" - pomyślałem. Drzwi od pokoju Agnieszki otworzyły się.
Już chciałem powiedzieć, że "fajnie, że wróciłaś", albo jakiś inny banał. Ale nie powiedziałem. Do pokoju weszła zmieszana matka Agniechy i powiedziała, że gość nie może zostawać sam, i że Agnieszka będzie chwilę zajęta, a ona dotrzyma mi przez ten czas towarzystwa.

czytaj część drugą..

4495
40
Widzisz jakiś problem, błąd? Zgłoś!